Polityka pod Dywanem
Posłanka PiS i słupki. Czyli o Polsce słów parę.
Pierwszy odcinek po letniej przerwie. Poseł wraca do historii sprzed wakacji — awantury o polskich turystów, którzy mimo ostrzeżeń MSZ pojechali do Dubaju w trakcie ostrzału irańskimi rakietami, a potem mieli pretensje, że państwo im nie pomaga — żeby na jej tle pokazać, że to nie był odosobniony przypadek, tylko zapowiedź czegoś szerszego. Wakacje 2026 dostarczyły całej serii podobnych historii.
Rekordowy czarny dzień w Tatrach
15 sierpnia Tatrzańskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe miało, jak mówi Sienkiewicz, czarny dzień: 30 interwencji w ciągu jednej doby, w tym jedna śmiertelna. Większość to urazy wynikające z wyboru tras kompletnie nieadekwatnych do przygotowania turystów — poseł przywołuje głośny przypadek ojca z dzieckiem, którzy weszli na Rysy w gumowych klapkach, i nazywa cudem, że nic złego się dziecku nie stało.
Jego zdaniem to efekt traktowania gór jak deptaka nad morzem — bez względu na to, czy się da przejść trasę, czy nie, z założeniem, że w razie zmęczenia zawsze można zawołać ratowników.
Morskie Oko: zmęczenie jako uzasadnienie wezwania ratowników
Drugi przykład: grupa kilkudziesięciu turystów zeszła wieczorem znad Morskiego Oka drogą Oswalda Balcera — łagodnie opadającym, ok. 8-kilometrowym szlakiem, którym można iść bezpiecznie o każdej porze doby. Mimo to wezwali TOPR, bo zrobiło się ciemno i byli zmęczeni. Sienkiewicz widzi w tym ten sam mechanizm: rosnące przekonanie, że inni — służby, państwo — mają obowiązek natychmiast zareagować na czyjeś własne, świadomie podjęte ryzyko.
Darłowo: czerwona flaga i dwie ofiary
Dla kontrastu przywołuje sytuację znad morza w Darłowie, gdzie dwie osoby utonęły porwane przez prąd — mimo wywieszonej czerwonej flagi i wyraźnego ostrzeżenia przed wejściem do wody. Wodne Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe nie zdołało ich uratować. Poseł nazywa to tragiczną, skrajną wersją tej samej postawy: przekonania, że ostrzeżenia i zakazy dotyczą kogoś innego.
Nauczyciele na każde zawołanie
Zjawisko przenosi się też, jego zdaniem, na sprawy pozornie odległe od gór czy plaży. Przywołuje artykuł o nauczycielach zalewanych przez rodziców wiadomościami w dzienniku elektronicznym o 22:00–23:00, z pretensjami, że nauczyciel nie odpowiada od razu — często w błahych sprawach, jak pytanie, dlaczego dziecko dostało trójkę ze sprawdzianu. Sienkiewicz ocenia, że część rodziców zaczyna traktować nauczycieli jak służbę dyżurną, dostępną na każde zawołanie o dowolnej porze.
Wszystkie te historie — mówi — opowiadają o tym samym: coraz więcej ludzi zakłada, że świat i instytucje mają im służyć, a jeśli spotka ich coś złego, to na państwie spoczywa obowiązek przywrócenia im szczęścia, niezależnie od tego, czy sami się w kłopoty wpędzili.
Recepta z Krakowa: zgaście światła
Na koniec poseł przywołuje decyzję prezydenta Krakowa Jacka Majchrowskiego, który zlikwidował sygnalizację świetlną na jednym z newralgicznych węzłów pierwszej obwodnicy — miejscu, gdzie krzyżowały się tramwaje, samochody i piesi, a mimo świateł liczba wypadków rosła. Efekt zniesienia sygnalizacji był odwrotny do intuicyjnego: liczba kolizji i potrąceń spadła, a ruch stał się płynniejszy — bo kierowcy, nie mogąc już liczyć na system, zaczęli sami uważać.
„Może pora wyłączyć światła w Polsce.”
To pytanie retoryczne, którym poseł zamyka odcinek: czy w wielu obszarach życia publicznego nie byłoby podobnie — czy nadmiar zabezpieczeń i gotowość państwa do sprzątania po cudzej lekkomyślności nie osłabia w Polakach zwykłej, osobistej odpowiedzialności za własne decyzje.