Tym razem Bartłomiej Sienkiewicz odchodzi od bieżącej polityki i bierze na warsztat temat, o którym mówi się rzadko: wojnę narkotykową toczącą się codziennie na ulicach europejskich miast. Toczy się ona równolegle do konfliktów zbrojnych wokół Europy — w Ukrainie i na Bliskim Wschodzie — o których słyszymy znacznie głośniej.

Bruksela — narkotykowa stolica Europy

Symboliczny obraz posła to „granaty kontra kałasznikowy”: kałasznikowy służą do porachunków mafijnych w Brukseli (detal), granaty używane są w Antwerpii (hurt). W zeszłym roku na ulicach Brukseli doszło do 50 strzelanin — także z broni maszynowej, w rejonie dworców i głównych ulic. Skala była tak duża, że na patrole wyszło wojsko.

Przez Europę biegnie szlak północ–południe z Afryki, a przez porty w Antwerpii i Rotterdamie przepływają miliardy paczek rocznie — a wraz z nimi narkotyki. Tymczasem ostatnia działająca unijna strategia narkotykowa pochodzi z 2004 roku — sprzed czasów, gdy problem osiągnął dzisiejszą skalę.

Prekursory syntetyków — nowy front

Sienkiewicz jest sprawozdawcą nowego unijnego prawa dotyczącego prekursorów chemicznych, z których produkuje się narkotyki syntetyczne. W przeciwieństwie do kokainy czy haszyszu, syntetyki można wytwarzać lokalnie — z substancji importowanych głównie z Chin.

Nowe przepisy pozwolą państwom członkowskim błyskawicznie wprowadzać krajowe zakazy nowych substancji i informować o tym Komisję, która będzie mogła rozszerzyć zakaz na całą Unię. W ramach jednego rynku wewnętrznego nielegalna produkcja w jednym kraju zagraża bowiem wszystkim.

Sienkiewicz przyznaje wprost: boi się o Polskę. Część nielegalnych fabryk narkotyków przenosi się na teren Polski w związku z wycofywaniem się grup przestępczych z ogarniętych wojną Rosji i Ukrainy. Niedawna duża akcja policyjna na południu Polski ujawniła ogromne ilości prekursorów.

Dwie niepopularne, ale ważne tezy

  1. Gangi etniczne i migranci. Handlem narkotykami w Brukseli zajmują się często zorganizowane grupy migrantów bez uregulowanego statusu, czekających latami na rozpatrzenie wniosku azylowego — bez prawa do pracy i mieszkania, bez perspektyw. Sienkiewicz przywołuje słowa belgijskiej prokurator ds. narkotyków Ine Van Wymersch: to nie kwestia „natury” tych ludzi, lecz systemu, który zostawia ich bez środków do życia. Dwudziestokilkuletni migrant na dole drabiny społecznej zostaje ulicznym dealerem, bo nie ma innej opcji przetrwania. Jeden odcinek chodnika (ok. 100 metrów) potrafi przynosić 100–120 tys. euro dziennie — stąd walki o „terytorium” i strzelaniny.
  2. Popyt klasy średniej jest współodpowiedzialny. Poseł jest pesymistą co do zdolności Europy do wygrania tej wojny — po drugiej stronie stoją gigantyczne pieniądze i korupcja sięgająca portów, policji, urzędników, a nawet sądownictwa (jak ostrzega jeden z belgijskich sędziów, kraj „idzie w stronę państwa narkotykowego”). Prawdziwym motorem popytu nie jest jednak margines społeczny, lecz zamożna klasa średnia — urzędnicy, bankowcy — dla których weekendowa „kreska” to rozrywka bez konsekwencji. Jak podkreśla prokurator Van Wymersch, cyfryzacja i anonimowość zamawiania narkotyków przez internet sprawiły, że dostęp jest łatwiejszy niż kiedykolwiek — niezależnie od statusu społecznego.

Propozycja: karać konsumentów, ale administracyjnie

Sienkiewicz proponuje, by osoby złapane z narkotykami na własny użytek nie trafiały do więzienia — to „twarda penalizacja w stylu Ziobry” — lecz ponosiły konsekwencje administracyjne: informację do pracodawcy, do banku (ryzyko niewypłacalności) czy utratę prawa jazdy.

Wzorem ma być model portugalski, w którym specjalna komisja ocenia, czy zatrzymana ilość świadczy o użytku własnym, czy o handlu — i w pierwszym przypadku stosuje kary administracyjne zamiast karnych. Na koniec Sienkiewicz otwarcie pyta widzów o zdanie w tej kontrowersyjnej sprawie.