Odcinek nagrany w Strasburgu i w całości poświęcony wydarzeniom we Francji. Sienkiewicz zaczyna od przypomnienia, że Polska jest krajem szczególnym w Europie pod względem wielkości, gospodarki, a przede wszystkim bezpieczeństwa, i dlatego warto przyjrzeć się temu, co stało się u sąsiadów.

Fakty: 17 października

17 października na ulice Francji wyszło 500 tysięcy osób (według organizatorów 800 tysięcy). Zaczęło się od licealistów spod Paryża, którzy protestowali przeciwko przepełnionym klasom i brakom nauczycieli, a skończyło ogólnokrajową burdą. Zapłonęły Limoges, Paryż, Lille, Bordeaux i Lyon, a tego samego dnia protesty odbywały się we Włoszech, Belgii i Portugalii, gdzie w Mediolanie i Bolonii policja walczyła z ludźmi rzucającymi kamieniami.

Poseł podkreśla, że niszczyli nie gimnazjaliści, lecz grupy zamaskowanych, ubranych na czarno mężczyzn, często pochodzenia magrebskiego, wśród nich Francuzów i Belgów, ale także imigrantów czekających na decyzję o prawie pobytu. W Nicei prefekt miał powiedzieć w radiu, że jedna trzecia zatrzymanych to cudzoziemcy, i zapowiedzieć im cofnięcie kart pobytu. Kto plądrował sklepy i podpalał ratusze, jego zdaniem, nie jest zatroskanym obywatelem, tylko po prostu bandytą.

Obrona zamieszek przez lewicę

Sienkiewicz zwraca uwagę, że zajścia były silnie bronione przez francuską skrajną lewicę, w tym partię Jean-Luca Mélenchona, oskarżaną o to, że jej bojówki działały ramię w ramię z imigrantami. Cytuje m.in. samego Mélenchona, według którego rząd nakazał represje, a jego postawa ma „rasistowski posmak", oraz posłankę tej partii, według której rząd wybrał „strategię gnicia" wobec postulatów licealistów. Poseł zwraca uwagę, że ofiarami tej fali przemocy padły przede wszystkim setki tysięcy małych sklepów i zwykłych ludzi, a tysiąc policjantów odniosło rany. W Parlamencie Europejskim słyszał też, jak francuskie deputowane wykrzykiwały, że policja znęca się nad dziećmi, a Emmanuel Macron jest „pierwszym z wandali".

Przyznaje jednak, że sama skuteczność działań francuskiego państwa jest dyskusyjna: godziny policyjne wprowadzono za późno, sił było zbyt mało, a wojsko nie zostało wezwane choćby do ochrony kluczowych obiektów. Jego zdaniem władze przespały moment tej fali przemocy, która uderzyła w zwykłych ludzi, a płonęły też kościoły.

Głosy z niemieckiej prasy

Poseł przytacza dwa komentarze z prasy niemieckiej, wskazując, że tego rodzaju diagnoza od tak bliskiego sąsiada jest czymś niezwykłym. Konserwatywny „Die Welt" pisze, że jeśli Zachód nie zacznie zdecydowanie bronić się przed swoimi wrogami, sceny z Francji staną się w przyszłości codziennością także w Niemczech, oskarża Macrona o kapitulanctwo i dodaje, że proimigrancka polityka z czasów Angeli Merkel „stworzyła fakty dokonane, które z każdym dniem coraz trudniej odkręcić". „Frankfurter Allgemeine Zeitung" zauważa, że sprawcy mają wprawdzie francuskie paszporty, ale nie poczuwają się do żadnej odpowiedzialności wobec francuskiego społeczeństwa i państwa, i nie ma to nic wspólnego z rasizmem.

„Kryzys migracyjny jest jednym z najpoważniejszych wyzwań Europy, o ile nie najpoważniejszym.”

Poseł zaznacza, że należy do centrowej partii EPP, której grzechem jest to, że nie potrafi nazywać rzeczy po imieniu, przez co traci głos, bo problem w Parlamencie Europejskim wprost nazywają głównie ugrupowania skrajnie prawicowe. Wolałby, żeby w sali EPP, w której proporcjonalnie przeważają Niemcy, panował duch tych właśnie artykułów.

Paradoks z Rady Europejskiej

Najciekawszy zwrot, według Sienkiewicza, jest taki: 16 października, drugiego dnia szczytu Rady Europejskiej w Brukseli, 16 państw, w tym Włochy i Polska, chciało dopisać do konkluzji trzy rzeczy zaostrzające politykę migracyjną. Po pierwsze, monitorowanie krajowych polityk migracyjnych, które wpływają na inne państwa, czego przykładem jest decyzja premiera Hiszpanii Pedro Sáncheza o jednorazowym nadaniu praw pobytu setkom tysięcy imigrantów. Po drugie, jawne dane o kosztach migracji dla opieki społecznej i usług publicznych oraz określenie progów wytrzymałości. Po trzecie, unikanie środków zachęcających do nielegalnej migracji, w czym flagowym przykładem jest wysoki poziom zabezpieczenia socjalnego w Niemczech i Francji.

Francja i Hiszpania zablokowały ten pakiet, a prezydent Macron miał uznać takie rozwiązanie za stygmatyzowanie imigrantów. Według relacji Politico debata przebiegała w ciężkiej atmosferze, choć inne źródło twierdziło, że nie padały mocne słowa. Dzień później, 17 października, we Francji wybuchły zamieszki, a w sobotę płonęły jej ratusze.

Poseł mówi, że Hiszpanii się nie dziwi: to kurs lewicy Sáncheza, który chce, jego zdaniem, wychować sobie przyszłych wyborców. Podobne układy między lewicą a organizacjami imigranckimi widzi też w niektórych dzielnicach Brukseli.

A w Polsce?

Na koniec Sienkiewicz porównuje te problemy z Polską. Cytuje premiera, że Polska nie będzie ponosić konsekwencji błędów popełnionych przez inne państwa, i podkreśla, że rozbudowano system zapobiegający falom migracji z kierunku Białorusi, będącej narzędziem politycznym Rosji, ale wystarczy odrobina słabości, by ten szlak znów ruszył. Polska polityka, wbrew unijnym przepisom, jest oparta na twardym „nie".

Według posła Polska ma najbardziej dynamiczną gospodarkę w Europie i jest najbezpieczniejszym krajem kontynentu, a prowadzona obok polityki unijnej linia daje poczucie bezpieczeństwa w zakresie masowej migracji. Zastrzega jednak, że nie jesteśmy bez kłopotów: wojna w Ukrainie, coraz wyraźniejszy związek Trumpa z Putinem i zależność od amerykańskiej pomocy wojskowej to problemy, które się zagęszczają. Mimo to, jak mówi, jako naród utrzymujemy poziom bezpieczeństwa, który wynosi nas w zupełnie inny rejon, i chciałby, żeby tak zostało.