Polityka pod Dywanem
Jak Bruksela uwolniła oligarchów Putina?
Odcinek nagrany nietypowo — nie w Brukseli, tylko w Łodzi, w trakcie zielonego tygodnia i promocji książki posła „Naród do zadań specjalnych", napisanej wspólnie z Hanną Gil-Piątek. Mimo przerwy w pracach parlamentu Sienkiewicz postanowił nagrać krótszy, ale ważny odcinek o decyzji UE, która — jego zdaniem — wysyła fatalny sygnał do Moskwy.
Przedłużenie sankcji z wyjątkami
Rada Unii Europejskiej miała przedłużyć na kolejne trzy lata sankcje wobec blisko 3000 osób związanych z reżimem Putina — aparatczyków, ludzi bezpośrednio zamieszanych w napaść na Ukrainę, ale też rosyjskich oligarchów. W kluczowym momencie głosowania sprzeciwiły się temu dwa kraje: Słowacja i Francja, żądając wyłączenia z listy sankcyjnej dwóch rosyjskich miliarderów — Aliszera Usmanowa i Michaiła Friedmana.
Majątek Usmanowa szacuje się na 14 miliardów dolarów — podobny rząd wielkości ma majątek Friedmana. Sienkiewicz podkreśla, że fortuny rosyjskich oligarchów nigdy nie brały się z samej zaradności biznesowej, tylko z bliskich związków z władzą, która oddawała swoim ludziom część majątku państwowego w zamian za lojalność — to ci sami ludzie, którzy stanowią rdzeń systemu zbudowanego przez Putina.
Dwa różne uzasadnienia — Słowacja i Francja
Za wycofaniem sankcji wobec Friedmana optowała głównie Słowacja, powołując się na orzeczenie sądu europejskiego w sprawie toczącej się w Luksemburgu, które stwierdziło, że choć Friedman prawdopodobnie jest związany z Putinem, brak dowodów na jego bezpośrednie zaangażowanie w agresję na Ukrainę.
Bardziej niepokojący jest, zdaniem posła, przypadek Francji, która ujęła się za Usmanowem, tłumacząc to „kwestią dyplomatyczną" i jakimś bliżej niesprecyzowanym „tajemnym zasobem republiki". Sienkiewicz przypomina, kim naprawdę jest Usmanow: jednym z najważniejszych nieformalnych wysłanników Putina do rozmów międzynarodowych i człowiekiem zajmującym się majątkiem samego prezydenta Rosji — czyli sercem systemu kleptokracji, na którym Kreml się opiera.
Szantaż, który zadziałał
Po protestach Łotwy, która groziła zerwaniem rozmów, ostatecznie uzgodniono kompromis: sankcje przedłużono na trzy lata, ale bez Usmanowa i Friedmana na liście. Poseł nazywa to wprost szantażem, który się powiódł — albo przedłużenie obejmie wszystkich poza tymi dwoma, albo nie będzie sankcji w ogóle.
„Jest tylko i wyłącznie kwestią czasu, kiedy wszystkich ich zmiękczymy” — tak ten sygnał odczyta Moskwa.
O ile motywacje Słowacji są dla posła oczywiste — premier Robert Fico od dawna prowadzi politykę antyunijną i prorosyjską — o tyle decyzja Francji budzi więcej pytań. Sienkiewicz spekuluje, że Paryżowi może zależeć na zachowaniu bezpośredniego kanału kontaktu z Putinem, poza oficjalnymi strukturami dyplomatycznymi.
Dlaczego to ma znaczenie
Poseł ostrzega, że ten precedens ma znaczenie wykraczające daleko poza los dwóch miliarderów. W momencie, który może zadecydować o wyniku wojny w Ukrainie, Europa pokazała Moskwie, że determinacja popłaca — że wystarczy być wytrwałym, by osłabić jedność Zachodu. Jeśli ten schemat się powtórzy, ostrzega, Rosja — zanim jeszcze zakończy wojnę z Ukrainą — zacznie traktować całą Europę jako „następne danie do zjedzenia, które samo przychodzi na stół".
Na koniec przypomina o dwóch niepewnych frontach: niepewności co do trwałości amerykańskiego wsparcia dla Ukrainy oraz ryzyku, że w razie upadku Ukrainy to właśnie Polska i państwa bałtyckie, jako najbliżej położone, staną się kolejnym celem.