Polityka pod Dywanem
Przepalone 80 mld euro... i jeszcze Stanowski
Odcinek z gościem: Sienkiewicz zaprosił do rozmowy Hannę Gil-Piątek, z którą napisał książkę „Naród do zadań specjalnych". Jednym z jej wątków są fundusze unijne i właśnie o nich — a nie o samej książce, jak zastrzega poseł — jest ta rozmowa. Teza: model, który uczynił Polskę mistrzem Europy w wydawaniu unijnych pieniędzy, przestaje pasować do świata, w którym liczy się innowacyjność.
Mistrzowie wydawania, słabsi w innowacjach
Sienkiewicz przypomina, że maszyna do pozyskiwania i wydawania funduszy, zbudowana przez Donalda Tuska i Elżbietę Bieńkowską, doskonale się sprawdziła. Polska przyjmowała miliardy euro i wydawała je co do centa, a inne kraje regionu, jak Rumunia, Bułgaria czy państwa bałtyckie, kopiowały te struktury. Sukces infrastrukturalny i cywilizacyjny, jak podkreśla, jest bezsporny — pytanie brzmi, czy warto ciągnąć ten model dalej.
Gil-Piątek rozróżnia fundusze na infrastrukturę, gdzie „turboministerstwo" łączące infrastrukturę, fundusze i rozwój się sprawdziło, od funduszy na innowacje, gdzie Polska — jej zdaniem — wypada znacznie gorzej. Wydawanie środków „do zera" jest przedstawiane jako sukces, a to nie to samo, co budowanie firm, które mogłyby się liczyć na świecie.
NCBR: 80 miliardów i brak polskiego championa
Głównym dystrybutorem funduszy na innowacje jest Narodowe Centrum Badań i Rozwoju, naznaczone, jak mówi Gil-Piątek, wieloma aferami. Według rozmówców przez 17 lat przepadło tam 80 miliardów złotych, a Polska nie ma żadnej firmy, która byłaby rozpoznawalna w skali światowej.
Drugim kanałem są pieniądze zarządzane przez marszałków województw i firmy regrantingowe, które rozdzielają małe dotacje. Gil-Piątek wskazuje przykłady projektów, na które trafiają pieniądze, m.in. nowe standardy w sommelierstwie czy mindfulness w biznesie.
„Maszeruj albo giń"
Poseł sięga po motto Legii Cudzoziemskiej: świat zmienia się tak szybko, że albo się dostosowujesz, albo giniesz. Jego zdaniem to paradoks, że tak innowacyjne społeczeństwo ma system rozdawania pieniędzy, który działa przeciwko temu, co dzieje się na świecie, gdzie postęp technologiczny tworzą rozproszone małe, średnie i duże firmy, a państwo ma być pomocnikiem, nie łaskawym dysponentem pieniędzy.
„Albo weźmiemy udział w skoku technologicznym, albo za parę lat nas nie będzie.”
Nowy budżet UE zmienia reguły
Rozmówcy zwracają uwagę, że w Parlamencie Europejskim trwa spór o budżet wieloletni, w którym na pierwszy plan wysuwają się innowacyjność, postęp technologiczny i zdolności cyfrowe, a nie rozdawanie pieniędzy przez marszałków. Środki na rolnictwo i zmiany strukturalne miałyby trafiać do „kopert narodowych" rozdzielanych przez rząd, co budzi nieufność samorządowców. Sienkiewicz mówi, że rozumie te obawy, ale to nie jest spór samorządu z rządem, tylko wspólna sprawa.
Poseł zwraca też uwagę, że w nowym układzie kto więcej wyłoży, ten ma większy udział w podziale środków i kontraktów. Polska dokłada dziś do Europejskiej Agencji Kosmicznej około 12 razy więcej niż dekadę temu, ale pieniądze na europejskich championów czy suwerenność cyfrową nie będą już po prostu „wpływać" do kraju do zagospodarowania.
Likwidacja NCBR jako sygnał wiarygodności
Gil-Piątek, radna sejmiku województwa łódzkiego, zastrzega, że nie uważa, by marszałkowie w ogóle nie powinni wspierać innowacji. Problemem jest to, że „stolik" ustawiono tak, by wydać wszystko do zera, bez zastanowienia, na co. Na poziomie województw widzi sens m.in. w inwestycjach w mechanizację i cyfryzację rolnictwa: drony, automatyczne systemy zbiorów. Wskazuje też pozytywne przykłady, jak Instytut Łukasiewicza i szybka ścieżka wdrażania innowacji w obronności.
Wspólny postulat: rozwiązać NCBR, a menedżerowie, którzy dopuszczali się nadużyć lub akceptowali ten stan, powinni dostać „wilczy bilet" do publicznych pieniędzy. Bez takiego sygnału jakiekolwiek zapewnienia o nowym podejściu będą, ich zdaniem, niewiarygodne. Rozmówcy przywołują m.in. wcześniejsze afery i niedawny projekt nowego gatunku piwa za ponad 20 milionów złotych jako przykład tego, na co „stać" instytucję.
I jeszcze Stanowski
Na zakończenie poseł odnosi się do reakcji Krzysztofa Stanowskiego z Kanału Zero, który — jak mówi — oburzył się na niego na tyle, że wyraził to ikonkami, po czym ruszyła fala komentarzy od setek tysięcy osób. Sienkiewicz uważa, że Kanał Zero nie jest zwykłym kanałem dziennikarskim, lecz projektem politycznym, który łączy szeroki obóz: od trzech ugrupowań Konfederacji, przez nowy twór Mateusza Morawieckiego, po PiS Jarosława Kaczyńskiego. Według niego politycy zderzają się dziś z „partią Stanowski", a nie z partią Nawrockiego czy Kaczyńskiego.
Poseł zaznacza, że to nic nadzwyczajnego: taką rolę pełniły dawniej tygodniki, a konserwatyści mają „Spectatora", liberałowie „Guardiana". Jego zdaniem nie ma w tym nic wstydliwego, o ile Stanowski przyzna, że prowadzi działalność polityczną — a jeśli już się oburza, to powinien robić to słowami, nie ikonkami.