Odcinek nagrany w Brukseli, dzień po sesji Parlamentu Europejskiego poświęconej czwartej rocznicy pełnoskalowej rosyjskiej agresji na Ukrainę, na której przemawiał prezydent Wołodymyr Zełenski. Poseł zauważa, że debata publiczna — także w Polsce — koncentruje się niemal wyłącznie na argumentach moralnych, przez co rozjeżdża się z tymi, którzy uważają, że Polski „nie stać” na dalszą pomoc. Proponuje więc spojrzenie czysto pragmatyczne.

Cztery pragmatyczne argumenty

Po pierwsze: jeśli Rosja zniszczyłaby państwowość ukraińską, wojska rosyjskie stanęłyby na całej granicy polskiej od Bałtyku po Karpaty, zamiast — jak dziś — na 536-kilometrowym odcinku granicy polsko-ukraińskiej, bronionym przez suwerenną, głęboko antyrosyjską (na skutek samej wojny) Ukrainę.

Po drugie: klęska Ukrainy byłaby klęską całego Zachodu — nie tylko Europy, ale i Stanów Zjednoczonych — niezależnie od tego, czy administracja Trumpa to rozumie.

Po trzecie: zwycięstwo Rosji umocniłoby oś Rosja–Chiny–Iran–Korea Północna, zachęcając te państwa do dalszej agresji wobec sąsiadów.

Po czwarte: dopóki Ukraina pozostaje suwerenna, Rosja musi utrzymywać znaczne siły na swojej południowej flance (ok. 1400 km granicy), co realnie zmniejsza jej zdolność do pełnoskalowej agresji na zachód, w tym na Polskę — czynnik, którego żaden sztab generalny nie może pominąć w swoich kalkulacjach.

Dlaczego pomoc materialna, nie traktaty, decyduje o obronie

Sienkiewicz argumentuje, że o skuteczności ukraińskiej obrony decyduje nie formalny traktat sojuszniczy, lecz stały strumień zachodniej pomocy finansowej i sprzętowej — obecnie w większości europejskiej. Kontrastuje to z losem polskich powstań 1831 i 1863 roku oraz kampanii 1939 roku, w których Polska, mimo sojuszy na papierze, nie otrzymała realnego bieżącego wsparcia. Przywołuje za to wojnę 1920 roku, kiedy pomoc sprzętowa faktycznie płynęła do Polski — i osobistą pamiątkę rodzinną po dziadku, poruczniku artylerii Henryku Józefie Sienkiewiczu, który brał udział w tamtej wojnie i szkolił rekrutów na nowoczesnych francuskich działach.

Kończy stwierdzeniem, że argumenty przeciwko pomaganiu Ukrainie uważa za działanie w interesie Rosji, i opowiada się za prawnymi konsekwencjami — łącznie z możliwością delegalizacji ugrupowań — wobec tych, którzy je głoszą.